niedziela, 3 stycznia 2016

Nowy rok - nowa ja, nowy blog.

Witajcie!
(jeśli ktokolwiek tu zagląda)

A więc, jako, że zaczął się nowy rok, chciałabym zmienić coś w swoim życiu i jakoś się rozwijać, a do tego potrzebna jest motywacja, stwierdziłam, że czemu nie i zdecydowałam, że od teraz na blogu będą się pojawiać nie tylko opowiadania. Będzie trochę książek i muzyki, gotowania, trochę o zdrowiu i o życiu. Chciałabym zacząć od postanowień noworocznych, bo gdzieś je trzeba mieć.

Po raz pierwszy w życiu je spisuję, hah.

1. Będę:

-Lepiej jeść:
a) starać się więcej gotować i lepiej, bo czasami moje obiady ograniczają się do serowego tortellini, spontanicznie z sosem pomidorowym.
b) ograniczyć słodycze - choruję na cukrzycę typu 1, od października i na skutek tego z diety wegetariańskiej, dobrze zbilansowanej, paradoksalnie zaczęłam jeść szajs, w tym sporo słodyczy. Obecnie znowu jestem wege i mam zamiar znowu dobrze jeść - patrz wyżej.

-Dbać o formę i zdrowie:

a) Zamierzam zacząć od godziny biegania tygodniowo, trzymajcie za mnie kciuki
b) Zacząć bardziej ogarniać cukrzycę.

-Rozwijać się na wszelkie możliwe sposoby:

a)Przynajmniej raz w tygodniu pisać post na blogu
b)Uczyć się regularnie
c) Dalej eksperymentować z DIY
d)Czytać więcej
e) Dowiadywać się nowych rzeczy (co w sumie wynika z poprzednich punktów)
f) Rozwijać się w harcerstwie

I jeszcze popracuję nad samodyscypliną. Przyda się.

Postaram się mniej-więcej regularnie dodawać sprawozdania z moich postępów c:

A jakie są Wasze postanowienia noworoczne? Powodzenia w dotrzymywaniu ich :)

Asia/Daisy

niedziela, 13 grudnia 2015

Miniaturka - Moje pierwsze yaoi, Syriusz x James

  I tak przeglądając wersje robocze, w których tkwią niczym w czarnej dziurze moje opowiadani lub pomysły na nie trafiłam na takie pierwsze, subtelne yaoi. Nie jest jakieś świetne, ale chciałam się nim podzielić.

Stokrotka



Znał go od dziecka. Razem bawili się i wygłupiali. Spędzał u niego więcej czasu niż we własnym domu. Jego rodzina akceptowała go, czuł się z nimi lepiej niż z krewniakami. On był dla niego jak brat, a z czasem stał się powodem, dla którego Syriusz nie mógł spać w nocy. Byli sobie bliscy, znacznie bardziej niż reszta. I wtedy pojawiła się ona...
                                                                             ***
Dzisiaj chciał  mu to powiedzieć. Specjalnie zaciągnął go do Zakazanego Lasu, tylko we dwoje. Siedzieli w ciszy. Syriusz zbierał myśli, kiedy ciszę przerwał James.
-Wiesz...Zakochałem się, stary.- On spojrzał z uśmiechem na Syriusza. - Lily jest niesamowita.-Łapa zbladł, przez chwilę nie mógł wydusić słowa. Właśnie cały jego świat legł w gruzach. Jego najlepszy przyjaciel patrzył najpierw wyczekująco, a potem z troską.- Wszystko w porządku?- zapytał po chwili.
Syriusz opamiętał się. Nie może się zdradzić. On nie może się dowiedzieć.
-Świetnie stary. Co z tym zrobisz, w końcu ona zadaję się z tym Snurplem, Snope, czy jak się tam ten pokurcz nazywa...
I tak rozmawiali o Lily, potem o innych dziewczynach...
A James niczego się nie dowiedział.
                  

sobota, 12 grudnia 2015

Miniaturka - Potem

Hej!

Wróciłam. To znaczy, nie wiem na ile i czy ktokolwiek tu zagląda chociaż trochę, ale myślę, że to niżej jest warte pokazania i są to swego rodzaju przeprosiny dla czytelników. Co dodać, zapraszam do czytania :) I komentowania oczywiście.

                                                                             ***

  Ciemność otulała wszystko wokół. Oczy Hermiony powinni już przywyknąć do przebywania w ciemności, jednak minęło sporo czasu a ona nadal nie potrafiła dostrzec własnej ręki w swojej celi. Albo nie tylko jej celi. Może był tu ktoś jeszcze. Często słyszała krzyki lub płacz, czasem jeszcze śmiech śmierciożerców, pastwiących się nad kimś gdzieś w tych podziemiach, czy cokolwiek to było. Przypuszczała, że na to miejsce jest nałożonych wiele zaklęć mających złamać psychicznie więźniów takich jak ona. Resztę robili śmierciożercy na torturach. Sama się o tym przekonała, niejednokrotnie. Wiedziała, też co ją czeka, kiedy już się złamie. To chyba będzie niedługo.Ciemność była teraz całym jej światem, tkwiła w niej, nie wiedząc, ile czasu upłynęło od początku wojny. I czy wojna nadal trwa. A może już się skończyła, przegraną jasnej strony? Hermiona nie wiedziała. Mogła tylko tkwić w tej ciemności, czuć jedynie odór lochów i zimne kamienie, które służyły za podłogę. I czekać na koniec, na błysk zielonego światła, który rozświetli na chwilę ciemność i zakończy jej życie.
  Miała tylko nadzieję, że On wyszedł z tego cało. Że nie złapali Go i zdołał jakoś umknąć śmierciożercom i był gdzieś na powierzchni, że żyje i nic Mu nie jest. I że jest dla nich coś jeszcze, że niebo to nie jest jakiś głupi wymysł i spotkają się. Potem.

                                                                                ***

  Draco próbował liczyć dni, które spędził w lochu Czarnej Twierdzy - siedziby Lorda Voldemorta. Wiedział, że jest właśnie tutaj, sam brał udział w budowaniu tego miejsca i nakładaniu na niego zaklęć, by więźniowie tracili tu wszelką nadzieję. I on tę nadzieję stracił, w momencie kiedy usłyszał po raz pierwszy krzyk Hermiony gdzieś w tych przeklętych podziemiach. I słyszał go niejednokrotnie, kiedy pieprzeni śmierciożercy się nad nią pastwili. Domyślał się, że to sprawka jego ojca. Chciał go ukarać za zdradę i miłość do Hermiony. Żałował, że nie zabił go, kiedy miał okazję. Mogliby wtedy uniknąć tego losu, a przynajmniej ona. Ale byli tutaj, bo on popełnił błąd. I płacili za to, bardzo drogo. A Draco mógł tylko modlić się o szybką śmierć dla obojga. I wierzyć, że jednak jest jakieś "Potem".

                                                                               ***

Dwa zielone błyski i dwa krzyki "Avada kedavra" padły tej nocy. I w morzu otaczającym Czarną Twierdzę znalazły się kolejne dwa trupy. Kolejne dwie ofiary wojny. Dwie dobre dusze, które walczyły o równość i pokój. I dwójka kochających ludzi, którzy mieli po prostu za mało szczęścia. Ale możemy mieć nadzieję, że się odnajdą. Bo przecież istnieje jakieś Potem.

środa, 3 czerwca 2015

Czy potrafisz kochać? Rozdział 1

Rozdział 1

Wielu nauczycieli przewinęło się przez Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie przez cały okres jej istnienia. Przez trzy lata, w czasie których Hermiona Jean Granger uczyła tu transumtacji nie zmieniło się dużo. Jej dawna przyjaciółka, Luna Lovegood uczyła opieki nad magicznymi stworzeniami, Neville Longbottom został nauczycielem zielarstwa a Susan Bones zaklęć. Reszta kadry nauczycielskiej nie zmieniła się po wojnie. Dopiero w zeszłym roku profesor Slughorn zrezygnował z nauczania eliksirów. Latem Minerwa McGonagall -  która od śmierci Snape'a była dyrektorką Hogwartu - miała znaleźć nowego nauczyciela eliksirów. Jednak panna Granger w życiu by nie pomyślała, że zostanie nim Draco L. Malfoy.
  ,,W końcu jest on byłym śmierciożercą. Jak niby ma uczyć w Hogwarcie?" - była Gryfonka nie mogła uwierzyć, że McGonagall zgodziła się na coś takiego. Przecież rodzice będą protestować. Nawet, jeśli Malfoy ma kwalifikacje do nauczania eliksirów, to nie był już tak szanowany w gronie czarodziejów jak dawniej. Po wojnie jego ojciec stracił pozycję i niedługo potem zmarł, a większość majątku Malfoyów została uznana za nielegalnie zdobytą i skonfiskowana przez Ministerstwo Magii. Mimo tego, Draco nadal nie musiał pracować - i to w szkole - by się utrzymać.
  Hermiona była pewna, że to przyniesie kłopoty, jednak Minerwa McGonagall stanowczo sprzeciwiała się odesłaniu Malfoya. Argumentowała swoje stanowisko brakiem chętnych i zbliżającym się początkiem roku szkolnego. Przecież w niecałe trzy tygodnie ciężko będzie znaleźć kogoś odpowiedniego.
,,Nie skreślajmy czarodzieja tylko dlatego, że dziesięć lat temu wybrał źle. Był przecież młody i pod presją rodziców.Postaraj się go zrozumieć, Hermiono. W dodatku po Bitwie o Hogwart uzyskał przebaczenie, a ty sama podałaś mu rękę." - tym zdaniem McGonagall ucięła ostatnią dyskusję i panna Granger musiała się pogodzić z jej decyzją.

***

I tak oto nastał 1 września, a z nim początek roku szkolnego w Hogwarcie.
 Od rana przygotowywano w szkole Wielką Ucztę. Skrzaty krzątały się w kuchni, Luna Lovegood wraz z Susan Bones dekorowały Wielką Salę, a McGonagall wraz z Hermioną próbowały przekonać Irytka i jego nową towarzyszkę - Nerwicę - by nie przeszkadzali zbytnio. Hermiona miała stanowczo dosyć ich psikusów po spędzeniu z nimi całego lata. W końcu Poltergeisty ustąpiły - po wielu prośbach i groźbach - i przeniosły się w inny rejon zamku. Byłe Gryfonki były jednak pewne, że tego wieczora jednak coś zmalują.
  Wreszcie nastał wieczór i szkołę wypełnił hałas spowodowany przez gromadę uczniów, młodych i starych. Panna Granger patrzyła na to wszystko z melancholią. Pamiętała jak ona po raz pierwszy trafiła w mury Szkoły Magii i Czarodziejstwa. To tutaj spotkała Harry'ego, Ginny, Lunę. Rona...
  Wierzchem dłoni otarła łzy i udała się do Wielkiej Sali. Zaraz miała zacząć się Ceremonia Przydziału, a ona, jako opiekunka Gryffindoru, powinna tam być.

***

W sali panowała wrzawa. Uczniowie byli podekscytowani początkiem nowego roku, spotkaniem z przyjaciółmi... Pierwszoroczni czarodzieje, dla których ta wizyta w Hogwarcie była pierwszą i niewątpliwie najbardziej ekscytującą stali w kącie, cicho rozmawiając o tym co ich zaraz czeka. Strasi uczniowie często rozpuszczali plotki o dziwnych sposobach inicjacji w szkole. W zeszłym roku Hermiona musiała pocieszać małego Teddy'ego Lupina, któremu starsi Ślizgoni opowiadali o tym, że trzeba zjeść pająka, by dostać się do Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
  -Witam wszystkich na rozpoczęciu roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! -głos McGonagall uciszył wszystkie rozmowy w Wielkiej Sali - Zanim zaczniemy Ceremonie Przydziału i przejdziemy do corocznej Wielkiej Uczty, pragnę przedstawić wam, moi drodzy uczniowie, naszego nowego nauczyciela eliksirów, pana Dracona Malfoy'a. - po tych słowach Draco, który wcześniejsiedział w kącie nauczycielskiego stołu, tak, że umknął uwadze Hermiony, wstał na chwilę z miejsca, po czym znowu usiadł. - Pan Malfoy zostanie również opiekunem domu Salazara Slytherina.- po tych słowach uczniowie z Domu Węża zaczęli bić brawo dla nowego opiekuna. Reszta uczniów po chwili do nich dołączyła, jednak część patrzyła krzywo na Malfoy'a...
- A teraz przejdźmy do Ceremonii Przydziału!- Luna wstała z rolką pergaminu w dłoni. To ona prowadziła Ceremonię.Zaczęła czytać nazwiska, jednak Hermiona niezbyt jej słuchała. Zastanawiała się, ilu rodziców przyśle jutro oburzony list na temat kadry nauczycielskiej do dyrekcji szkoły...

***

-Siedemdziesiąt trzy. - powiedziała do Luny Lovegood przy śniadaniu.
-O czym mówisz, Hermiono? - jej przyjaciółka nie miała pojęcia o czym mówi opiekunka Gryffindoru. Prawde mówiąc, jej uwagę absorbował dorodny okaz trójrożca skrzydlatego*, który właśnie zajadał tost z dżemem z talerza pani profesor.
-Siedemdziesiąt trzy listy od rodziców, który żądają usunięcia Malfoy'a ze szkoły. Mówiłam, że tak będzie.
-Hermiono, przecież on może okazać się dobrym nauczycielem, daj mu szansę.
Panna Granger właśnie miała powiedzieć co sądzi o dawaniu szansy takiemu zbirowi jak Malfoy, jednak do Wielkiej Sali weszła właśnie dyrektor Hogwartu z marsową miną.
 Przyjaciółki spojrzały na nią pytająco, kiedy do nich podeszła.
-Dostałam list z Ministerstwa Magii. - powiedziała kładąc przed nimi kremową kopertę ze znakiem Ministerstwa.


*Wymysł autorki. Stworzonko wielkości leżącej puszki coca coli. Wygląda podobnie jak jednorożec, jednak ma trzy rogi i skrzydła jak u motyla.


***
Wow, już ponad 2000 wyświetleń. Bardzo Wam dziękuję i mam nadzieję, że rozdział Was nie zawiódł. Opowiadania muszą pojawiać się rzadziej, ponieważ mam ograniczony dostęp do komputera.

Zapraszam do komentowania i pozdrawiam serdecznie,
Daisy :>





czwartek, 30 kwietnia 2015

Dramione - Czy potrafisz kochać? Prolog

Hej.

Wspomnienia chwilowo leżą i kwiczą. Brakuje i na nie weny, więc na razie nie ujrzą światła dziennego. Nie chcę Wam dawać jakichś półproduktów. A więc teraz prezentuje prolog do opowiadania pt. "Czy potrafisz kochać?".

Daisy


Prolog

Po czym poznać czarodziejki cmentarz? Od mugolskiego różni się na przykład tym, że zdjęcia na nagrobkach są ruchome. Hermiona Granger-Weasley nienawidziła tego detalu. Ruchoma twarz narzeczonego na tym małym obrazku sprawiała jej straszny ból. Nie znosiła, kiedy z tego zimnego kawałka marmuru spoglądał jej ukochany Ron, zaklęty w czarno-białej fotografii.
   To już pięć lat, kiedy nie ma go przy niej. Pięć długich lat, wypełnionych gorzkimi łzami i próbami powrotu do normalnego życia. Dwa lata zajęło jej rozpaczanie, od trzech natomiast starała się jakoś odzyskać radość, wciąż bezskutecznie. Mimo zdobycia wymarzonej pracy i wsparcia przyjaciół nadal zdarzały się chwile, kiedy ogarniały ją wyrzuty sumienia, za to, że ona przeżyła wypadek.
***

Stukot jej butów rozchodził się po obecnie opustoszałym Hogwarcie. Już za osiemnaście dni będzie tu pełno młodych czarodziejów.Podobno ma się pojawić również nowy nauczyciel eliksirów, jednak Hermiona nie wiedziała kto nim zostanie. Minerwa McGonagall - obecna dyrektor szkoły - wspomniała tylko, że jest to ktoś z roku Hermiony. Była Gryfonka nie zaprzątała sobie tym za bardzo głowy. W końcu w czasie szkoły nie miała niemal z nikim złych stosunków, a po wojnie pogodziła się ze Ślizgonami, więc raczej nie będzie to nikt nieprzyjemny.

***

Hermiona właśnie udawała się na śniadanie do Wielkiej Sali, kiedy usłyszała głos dyrektorki:
- Panie Malfoy, zajmie pan komnaty w skrzydle nauczycielskim. Panie Filch, proszę pokazać profesorowi jego komnaty. - zaspana Hermiona nie do końca jeszcze zrozumiała słowa McGonagall. Jaki profesor? I co tu robi Malfoy? Pytania nie dawały jej spokoju. Spojrzała w stronę rozmawiających. Był tam Filch, pani dyrektor i ... Malfoy. Czyżby to on miał objąć stanowiska szkolnego Mistrza Eliksirów?
-Dzień dobry, panno Granger. Panie Malfoy, pamięta pan Hermionę? Obecnie uczy transmutacji.
***


Zapraszam do komentowania. Rozdział I ukarze się jak najszybciej, jednak przydałaby się jakaś motywacja i Wasze opinie :D

sobota, 25 kwietnia 2015

Projekt Dramione

Hej!


Mam pewien projekt. Chciałabym napisać grupowe Dramione. Wszelkie osoby zainteresowane współpracą zapraszam:
e-mail - lampart7@o2.pl
skype - lolitte.

Regulamin projektu:

1. Opowiadanie.
a) Autorki są zobowiązane do aktywnego udziału w pisaniu opowiadania.
b) Autorki powinny trzymać się fabuły opowiadania (ustalonej wspólnie). Nie wolno ingerować w główne wątki bez zgody reszty autorów (zwanych dalej ekipą projektu).
c) Autorki mogą dowolnie prowadzić wątki poboczne, możliwa jest także publikacja na blogu "dodatków" dokładniej opisujących losy innych bohaterów.
d)Ekipa projektu ma zakaz ujawniania zakończenia opowiadania i ważniejszych elementów fabuły.
e) Po zakończeniu opowiadania będzie ono nadal dostępne na blogu. Istnieje możliwość udostępnienia wersji PDF aktywnym (komentującym) czytelnikom.

2. Ekipa projektu.
a) Do ekipy może dołączyć każda autorka po przejściu testu kompetencji. Test kompetencji polega na napisaniu

W budowie xD


Można również skontaktować się ze mną w komentarzu ;)

Pozdrawiam,
Daisy

Klątwa - część I

Opowiadanie było już publikowane na blogu dramione-dwa-swiaty.blogspot.
Dziękuję Venetiii Noks za możliwość opublikowania miniaturki na jej blogu.


Przed Wami moje dzieło. Pomysł narodził się przypadkiem i myślę, że może się spodobać. Więcej moich opowiadań można znaleźć na moim blogu (chociaż ostatnio miałam mały zastój). Zapraszam do czytania :)

Daisy


Klątwa.

Dla Grety  



***
Zawsze byłem przystojny. Po prostu. W naszym rodzie nie rodziły się brzydkie dzieci. Może to zasługa czystej krwi a może przypadek, jednak nikt o nazwisku Malfoy nie był szkaradny.Byliśmy piękni, przystojni... Jednak zawsze musi być ten pierwszy raz, czy jak to tam mówią mugole.
 To mnie prześladuję od Wojny. Znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie? Być może.
 Nadal nie wiem jak to możliwe. Jakim cudem słowa zwykłej mugolki, nawet nie czarownicy, wywarły na moje życie taki wpływ? Niewiarygodne. Nawet nie była szlamą, po prostu zwykła dziewczyna, mniej więcej w moim wieku.
***
Tego dnia Śmierciożercy byli w względnie dobrym humorze. Prawie nikogo nie torturowali. Ot, przyjechaliśmy, palimy domy, ktoś gwałci dziewczynę. To  nie była najgorsza masakra, jaką widziałem, jednak dla mugoli mogła być szokiem. Ja niestety przywykłem do takich widoków. Nie mogłem okazać słabości. Nie w towarzystwie ojca i Czarnego Pana.
***
Jakaś dziewczyna właśnie wracała do domu, śmiejąc się i mówiąc do czegoś, co trzymała w ręce  ( Mugole chyba nazywają to telefonem). Nagle stanęła zszokowana a przedmiot wyleciał jej z ręki i roztrzaskał się o chodnik. Rozbieganym spojrzeniem omiatała postacie w czarnych płaszczach i miasteczko, które stało w ogniu. Wydała z siebie dziwny odgłos, coś jak połączenie krzyku i jęku, i zaczęła się powoli cofać.
  Chciała uciec z tego miejsca, które kiedyś było jej domem, jednak kiedy się odwróciła, Śmierciożerca aportował się naprzeciwko niej. Złapał ją brutalnie za ramię. Dziewczyna próbowała się bronić i wyrywać, jednak inni Słudzy Czarnego Pana szybko jej to uniemożliwili.
-Ładna ta dziwka.- nie jestem pewien, kto to powiedział - Ciekawe, czy jej się spodobam. - to był Yaxley. Nigdy nie potrafił utrzymać ptaszka w klatce.
-Taa, będzie miała niezłą skalę porównawczą. - Octavius Nott zaśmiał się i inni mu zawtórowali. Ja mogłem tylko patrzeć i starać się nie okazywać emocji.
***
Nie opowiem wam, co jej zrobili. Wolałbym tego nie pamiętać. Upodlili ją na wszelkie możliwe sposoby. A ja tylko patrzyłem. Bezradny, z maską zimnego drania na twarzy. Nie przejmowałem się jej losem, jednak po tym wszystkim naprawdę powinni ją zabić.Ale oni zostawili ją, jak dziecko zostawia starą, zepsutą zabawkę. Teraz niegdyś ładna dziewczyna konała z cichym szlochem.
-Ty też chcesz mnie skrzywdzić, jak twoi brudni kumple?- zapytała, patrząc na mnie ze wstrętem, chociaż nic nie zrobiłem. Jednak za to mogła mnie nienawidzić. - No dalej, na co czekasz? - jej wzrok był wypełniony nienawiścią - Czemu, kurwa, cały czas patrzysz? Jesteś bardziej obrzydliwy niż tamci...-splunęła w moją stronę. W jej ślinie była krew. - Przeklinam cię. Nie szczeźniesz, doświadczysz bólu większego niż zadano mnie. A kiedy pomyślisz, że moja klątwa straciła moc, zada ci ranę o jakiej nie śniłeś w największych koszmarach. - powiedziała cicho, jednak jej słowa docierały do mnie mimo otaczającego nas hałasu. Wyjąłem różdżkę i zrobiłem to, co powinienem zrobić, kiedy tylko ją zobaczyłem.
-Avada Kedavra.- zielony błysk przeszył nocne ciemności.

***

To się stało jakieś 3 lata temu. Potem była Bitwa o Hogwart, Polowanie na Śmierciożerców, reformy w Ministerstwie Magii...Ja stałem oczywiście po tej "dobrej" stronie, w końcu Malfoyowie nie mogli by trafić do Azkabanu, już moi rodzice o to zadbali.
  Zapomniałem na jakiś czas o mugolce, miałem ważniejsze sprawy na głowie. Przesłuchania, powrót do Hogwartu, staż i praca w Ministerstwie.
  Miałem pewne trudności, nasza rodzina źle się kojarzyła, nazwisko Malfoy nie budziło respektu. Nasza rodzina uważana była za brudnych morderców, wielu miało nas za ścierwa, które w odpowiedniej chwili przeszły na stronę zwycięzców. I mieli racje. Mój ojciec zawsze myślał najpierw o "dorwaniu się do koryta", byle tylko utrzymać swoją pozycję. Teraz zwyczajnie chciał uniknąć kary. A ja? Chciałem po prostu odpocząć od tego gówna...

***

Mężczyzna szedł ciemnymi uliczkami miasta-widma, nieświadomy zagrożenia. Kiedyś miasteczko było ładne, żywe. Teraz jest martwe i spalone, zapuszczają się tu tylko dzieciaki chcące w tym ponurym miejscu wywoływać duchy, często pić i rozrabiać. Mężczyzna stoi pod domem, zapatrzony w ciemną uliczkę. Myślami jest daleko. Nie wie, że w ciemnościach czai się Sfora, gotowa do ataku, głodna i dzika, pragnąca jego mięsa. Nie słyszy długich pazurów uderzających cicho w asfalt.
Tik. Tik. Tik.
Stwory powoli podchodzą do niego. Zaraz zaatakują. Zaraz mężczyzna straci życie.

***

Przeszywający ból w plecach, nodze i na twarzy wyrwał mnie z rozmyślań. Poczułem, jak coś spada mi na plecy i upada razem ze mną na ziemię.
Co jest?!
 Bestia nie wyglądała jak jakieś znane mi stworzenie, jednak przypominała skrzyżowanie wilkołaka i jeszcze czegoś nieokreślonego. Miała ciemne futro, z którego miejscami wystawały jakby kły. Potwór miał długi pysk, z którego błyskały groźnie ostre zęby. Te same, które przed chwilą tkwiły w mojej nodze.
  Szybko wyjąłem różdżkę z kieszeni i już miałem rzucać zaklęcie, kiedy drugi stwór rzucił się na mnie i zaczął szarpać moją rękę. Kątem oka widziałem, jak inne bestie ruszają w nasza stronę.
  Darłem się, jakby obdzierali mnie ze skóry - do czego niewiele brakowało - i starałem się wyrwać drapieżnikowi. Na moją niekorzyść, bestia była silna a jej kumple planowali przyłączyć się do zabawy.
  W chwili, gdy kolejny potwór miał zamiar wyrwać mi szczękę, coś huknęło w dom, pod którym mnie dopadły. Już wcześniej zanosiło się na burze, lecz teraz piorun uderzył w ruderę. Dom zaczął płonąć, jedna ściana się zawaliła. To była moja szansa. Zwierzęta na chwile wpadły w popłoch, a ja skorzystałem z okazji i wyrwałem się. Rany odpowiedziały ostrym bólem, silniejszym niż niejeden cruciatus. 
  Na skraju świadomości aportowałem się na Pokątną.

***

-Doktor Granger! Doktor Granger! - już miałam wychodzić ze szpitala Św. Munga, kiedy dotarły mnie krzyki Estery South, pielęgniarki z Oddziału Nagłych Przypadków - Jest pani potrzebna...Na oddziale mamy pilny przypadek. - spojrzałam na kobietę i rzuciłam moją torebkę z płaszczem na kanapę w pokoju lekarskim. Migiem założyłam fartuch.
- Co się stało? - spytałam i razem ruszyłyśmy na oddział, odpowiednik mugolskiego SOR-u.
- Pewien czarodziej został pogryziony. Potem teleportował się na pokątną i rozszczepił w trakcie teleportacji. Nie wiadomo, co go pogryzło, ale chyba miało jakąś truciznę w ślinie.- pielęgniarka wzdrygnęła się przy tych słowach. Widocznie ten czarodziej wyglądał naprawdę okropnie.
- Kto tam jest?
-Magomedycy z ONP i doktor Ramsay. Jest koniec zmiany, więc niewielu tu jest. Siostra Wembley stara się sprowadzić jeszcze kilku Magomedyków oraz jakichś specjalistów od trucizn.
-Rozumiem.
Weszłyśmy na oddział. Niemal od razu dało się wyczuć zapach jakiejś zgnilizny. Źródłem nieprzyjemnego zapachu prawdopodobnie była osoba, którą właśnie lewitowano do pokoju. To był czarodziej o którym mówiła Estera. Jego ciało było brudne od krwi i całe poszarpane. Z ran lała się również ciesz przypominająca sok bananowy. "Pewnie ropa" - pomyślałam i ruszyłam za Magomedykami, uprzednio prosząc siostrę o podstawowe eliksiry lecznicze.

***

- Już po wszystkim, Granger. Chociaż młody Malfoy nadal wygląda jak kupa nieszczęścia. - Ramsay razem ze mną stał za szklaną szybą do pokoju pacjenta i przyglądał się mu. Po operacji i wielu zaklęciach nie było już z nim źle, chociaż będzie potrzebował długiej kuracji.
 -Młody Malfoy? - powtórzyłam ze zdziwieniem.










Koniec części pierwszej.